kala – personal trainer!

W 2008 gdy zaczęłam pracę w teatrze “usiadłam”. Zaczęło brakować czasu na treningi koszykarskie i kadrę, większość czasu zaczęłam spędzać w aucie na dojazdach albo za konsoletą, rytm dobowy diabli wzięli, praca i uczelnia dzienna (PG ETI) dawało popalić. Nie zdążyłam mrugnąć okiem i przybiłam prawie 10kg. Nie miałam problemu żeby się zorganizować i ćwiczyć, nie wiedziałam jednak jak to zrobić mądrze i dobrze. Miałam konkretne cele. Zwiększyłam aktywność i pierwszy raz udałam się na siłownię. Pamiętam, że było to jesienią przed sezonem snowboardowym. Wtedy na siłowni ciężko było uzyskać poradę inną niż jakie maszyny po ile powtórzeń. Moja forma zawsze się wahała. Nieregularny tryb pracy, zaburzony rytm dobowy, stres – robiły swoje.
Było mi mało. Mało wiedzy jak ćwiczyć. Mało czasu – klasycznie wymówki – bo tryb pracy, bo trzeba “ogarniać życie”, bo przecież na dworze paskudnie i się zwyczajnie nie chce.. albo kac! Jestem w tej kwestii uczciwa. Żaden trening i zdrowe żywienie nie da efektów gdy się mało sypia, nie żałuje alkoholu, stosuje “sportowe zrywy”, nie jest regularnym i konsekwentnym.
W naszym społeczeństwie regularność, konsekwencja i dyscyplina w takim zestawieniu najczęściej kojarzą się z jakąś gehenną, wyrzeczeniami, nadludzkimi zdolnościami i niestety często też przymusem! Dla mnie nigdy tak nie było. Na szczęście! Wszystkie te terminy traktuję jak umiejętności i cechy a wręcz narzędzia, które zawsze były ze mną, ale nie nie chciałam ich używać.
Chciałam być i żyć jak inni. Chciałam tego co wszyscy. Chciałam wszystkiego. Chciałam trochę grać na kodach. Mieć jabłko i zjeść jabłko. Wydawało mi się, że jestem w super formie i świetnie się czuję. I owszem – był to szczyt moich ówczesnych możliwości. Nadal jednak było mało i czułam, że jest coś więcej.

Chciałam wiedzieć jak ćwiczyć wydajnie. Jak ułożyć sobie trening zgodnie ze swoimi celami. Jak zwiększyć wytrzymałość, siłę i siłę eksplozywną mięśni. Jak operować aktywnością, by robić progress na wodzie – czytaj w kitesurfingu. Jak się przy tym nie popsuć, a nawet poprawić postawę. Lata siedzenia za konsoletą i dźwigania sprzętu zrobiły swoje. Na tle innych przemian i transformacji ostatnich mych lat nadeszła pora na kolejne marzenie na warsztacie.

Realizuję kurs trenera personalnego i instruktora siłowni. Kilkadziesiąt godzin wykładów online [daje w kość – każdemu na nauce zdalnej współczuję], książki, atlasy, konsultacje – to za mną. Kilkadziesiąt godzin praktyki na siłowni [kiedy będzie już można] i egzamin państwowy – to przede mną. Przyswoiłam masę mocno skondensowanej wiedzy. Zapisałam dwa zeszyty notatek. Zweryfikowałam wiele swoich przekonań – szczególnie żywieniowych – cały dzień wykładów z dietetyki i świetne opracowania (czytaj setki stron), plus dynamiczne i błyskotliwe konsultacje dały mi do myślenia. Zmotywowałam się! Pierwszy raz w życiu zaczęłam liczyć. Liczyć co jem, kiedy, dlaczego. Czułam się jak dziecko w przedszkolu, któremu się tłumaczy nie jedz szybko, gryź dobrze. Higiena żywienia “blew my mind” rzec mogę bez dwóch zdań. W połowie grudnia 2020 rozpoczęłam skrupulatnie zaplanowany powrót na siłownie. Mam to szczęście, że w teatrze jest taki przybytek. Skromny, ale wystarczający, klimat garażowy, smrodek starej sali gimnastycznej, zbite lustro, kąt zapomnianych przyrządów – malowniczo. Tak jak lubię czyli spokojnie. Zwykle ćwiczę sama, zapewne dlatego, że bardzo rano. Wyznaczyłam sobie cel: zwiększenie wytrzymałości, poprawa sylwetki i sprawdzenie na samej sobie nowo poznanych metod układania treningu. Nie czekam na otwarcie “branży fitness”, na czyjeś decyzje, dociskanie czy luzowanie sado bucika mikro ludzi skądś. Dreptam natomiast z nóżki na nóżkę myśląc o części praktycznej szkolenia – już pod okiem wykładowców.

Mój makrocykl treningowy rozpoczęła faza przygotowawcza, która skończyła się wraz z 2020. Założyłam 11 tygodni na przygotowanie się do wiosennego sezonu kite. Jestem teraz w cyklu treningów wytrzymałościowych z obciążeniami, zaplanowanym na 3 tygodnie. Część główną każdego treningu stanowi FBW – Full Body Workout. Składa się z 14 ćwiczeń, ułożonych w obwód ćwiczebny, które powtarzam w 3 cyklach. Oczywiście, przed częścią główną rozgrzewka, po niej – część metaboliczno – kondycyjna i wycisznie. Wszystko dobrane dokładnie pod mój stan zdrowia i kondycję. Włączone do treningu mam także ćwiczenia rehabilitacji zaniku mięśnia zębatego przedniego, które dostałam od fizjoterapeuty. Jestem zadowolona z efektów, zmotywowana i robię fajne treningi. Czuję, że dokładnie wiem po co to robię, że za każdym razem usprawniam się i zyskuję coraz lepszą formę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *